PODRÓŻE

O Grażynkach z PKP – historia prawdziwa.

Ten post, miejscami śmieszy, miejscami straszny, pomoże Ci poczuć klimat starego dobrego polskiego PKP. PKP, które w wielu kwestiach nie zmieniło się przynajmniej od 20 lat. Nic, a nic!

Po publikacji Instastories z podróży dostałam dużo wiadomości. Albo mi dziękowaliście, że możecie dzięki mnie poczuć klimat podróży starym pociągiem i nostalgię z tym związaną. Albo przesyłaliście słowa wsparcia i otuchy oraz porady, jak okiełznać moje przedziałowe Grażyny.

Opublikuję tutaj więc całą historię, zdjęcie po zdjęciu. Abyś Ty, jeśli stories nie widziałaś, też mogła się trochę pośmiać.

Do dzieła.

Obecnie mogę sobie pozwolić na nieco droższy bilet, bo jestem poważnym, dorosłym rekinem biznesu i w ogóle kobietą sukcesu plus wytrawną bizneswoman. Natomiast jestem też babką miejscami mocno nieogarniętą i kupując bilet na przejazd drugą klasą TLK, przez internet i w pośpiechu, jakoś do głowy mi nie przyszło, że wyląduję w 8 osobowym przedziale.. W wielkim tłoku, duchocie i w samym środku regularnej wojny o kawałek miejsca na bagaż.

Za dzieciaka się jeździło takimi pociągami sporo. O rany, i co to były za podróże! Całonocna jazda w wagonie wypełnionym koleżankami i kolegami. Trasa Katowice – polskie morze, Katowice – Bieszczady.. Bieganie z przedziału do przedziału, zakłady kto dłużej nie uśnie, rozwiany włos przy otwartym oknie. Wspomnienia mam na całe życie z tych przejażdżek!

Ale ja nie o tym teraz miałam pisać. Wróćmy do teraźniejszości.

No i wskoczyliśmy w piątek, późnym wieczorem w ten pociąg w Krakowie. Mocno poddenerwowani, bo okazało się, że pociąg na tablicy opisany jako 20 minut spóźniony, w rzeczywistości wyjeżdżał z peronu bardzo o czasie.

Dobrze, że mnie tknęło, aby pójść na peron, zamiast na ostatnie planowane siku, bo łapaliśmy pociąg, który był już po ostatnim gwizdku. Ja sprintem z walizą, blokując drzwi do wagonu, a za mną Paulo w sztafecie olimpijskiej z Lidką na rękach.

Udało się. Nerwowo, ale się udało. Konduktor, zapytany przeze mnie dlaczego pociąg był na czas odpowiedział, że planowane opóźnienie pociągu ma odbyć się w…. przyszłości.

No, ale idźmy dalej. Korytarz zatkany przez grupkę wesołych Ukraińców, którym sprzedano bilety bez miejsc siedzących. Nie wyglądało, jakby im to bardzo przeszkadzało, bo rozsiedli się w najlepsze, roznosząc dookoła aromatyczną woń taniego piwa.

Udało się nam przedrzeć przez tę przeszkodę, doznając przyjemności ocierania się o chmarę podróżnych, stojących w wąskim korytarzu pociągu. A potem dotrzeć do tego, który z nich zajął nasze miejsce na półce bagażowej licząc, że nikt nie zauważy. A potem załadować opasłą walizę i zasiąść na miejscach. W teorii trzech, w praktyce 2.5, bo jakoś tak współpasażerki się wcześniej rozsiadły w najlepsze.

I wtem okazało się, że dzielimy przedział z 5 Grażynkami. Nasza trójka i 5 babeczek. Właściwie cokolwiek bym o tej podróży nie napisała, nie oddałoby to chyba istoty tej, jakże szalonej pociągowej przygody. Grażynki były dobrze zorganizowaną grupą kobiecą, jadącą całą noc nad morze, wyposażoną w krzyżówki, kanapki oraz termosy. I co ważne, absolutnie nie zamierzającą iść na żadne kompromisy.

Aby oddać istotę tej podróży, posłużę się zdjęciami z Instastories, które nagrywałam podczas jazdy. W oryginale możesz je zobaczyć na moim koncie w wyróżnionych relacjach KLIK.

 

No i tutaj kończę moją obrazkową historię, dzięki za uwagę! 😉

P.S. Mam też sporo “poważnych” postów podróżniczych. Serio, serio!

Karolina

Tags:

One comment

  1. Doskonała historia. Smutnie prawdziwa niestety.

    Ostatnio kupując bilety na pkp ic zaszalałam i kupiłam pierwszą klasę (jako kobieta sukcesu). Druga klasa była zapchana, zapewne Grażynkami (przepraszam mamo, to nie ja wymyśliłam, że akurat to imię…) i Januszami, a my jak te króle: przedział nie dość, że na 6 osób, to jeszcze poza nami nikogo, na calej trasie nikt się nie dosiadł. Mogliśmy otwierać okna i drzwi. Zasłaniać zasłonki i zapalać światło. Piękna podróż.
    Pięć minut wcześniej jechał sławny pociag na literkę P. Zapłaciliśmy za dwoje w pierwszej klasie tyle, co jeden bilet “premium” w drugiej. Może skąpe z nas cebulaki, bo musieliśmy jechać tę samą trasę o 1h dłużej. A może myśl ekonomiczna, no komu po 20 godzinach w samolotach godzinka robi różnicę?
    Serio: różnice w cenach są kosmiczne. Gdyby chodziło o 20-30 zł, to pewnie bym wsiadła w premium, ale 150 to już jest troszkę wypływu z portfela.
    Gdyby w pracy wyceniali godzinę mojego czasu na 150zł… 😉

    Kiedyś jechaliśmy z Wrocławia do Lublina. 8 godzin około. Zima. -10 stopni na zewnątrz. W wagonie zepsute ogrzewanie w groteskowy sposób: w niektórych przedziałach nie działa całkiem, w pozostałych albo na maksymalną moc albo wyłączone. Maksymalna moc ogrzewania była naprawdę imponująca. Miałam przedział, gdzie działało. Jechaliśmy z otwartym oknem. Postulowała o to jako pierwsza matka z dzieckiem lat ok. 2, które mdlało z duchoty. Ale jak poprosiliśmy konduktora o wyłączenie na 10 minut ogrzewania, bo sauna przy nas to igloo, konduktor powiedział mi, że jestem nieodpowiedzialna, bo chcę żeby cudze dzieci były chore i wyszedł trzaskając drzwiami…

    O pociągach można zrobić habilitację z socjologii, psychologii i cebulactwa w ujęciu anty-empatycznego podejścia do współpasażera…

Leave a Reply

Your email address will not be published.