BIZNES

Buduję mój kurs online. Część pierwsza 29.10.2018

Kto ma ochotę na szarlotkę?

Pierwsza decyzja, którą podjęłam, to oczywiście na jaki temat chcę zrobić kurs online. Bez tego byłoby trochę ciężko 😂 U mnie ta decyzja wynikała jasno z tego, czego chcę uczyć: edukuję ludzi na temat kursów i biznesu online. Wszystko, co robię i będę robiła w przyszłości wiąże się z tym tematem.

No i jak już wymyśliłam czym zajmę się w tym konkretnym kursie, rozpracowałam go na podstawowe części pierwsze, które stały się poźniej lekcjami.

Pomyśl o tym, jak o pieczeniu szarlotki:

Jeśli chciałabym zrobić kurs z pieczenia szarlotki, to pewnie wyglądałoby to tak, że miałby on 5  lekcji:

1. Co to jest szarlotka i dlaczego warto ją upiec.

2. Mój sprawdzony przepis na szarlotkę.

3. Spis produktów potrzebnych do zrobienia ciasta.

4. Przygotowywanie ciasta i pieczenie szarotki, krok po kroku.

5. Jak ładnie podać szarlotkę i z czym ją jeść.

i voila! Nie wiem czemu wybrałam przykład szarlotki, bo za nią nie przepadam 😉

 

I tyle. Dokładnie 5 kroków na ten jeden konkretny temat, ułożonych sensownie i oczywiście w nieprzypadkowej kolejności.

Takie planowanie pomoże Ci nabrać pewności do zawartości i kształtu Twojego cyfrowego produktu.

Gdy już miałam mój ramowy plan kursu, przystąpiłam do pracy nad każdą kolejną lekcją. Decyzja, jaką musiałam podjąć to w jakiej formie mają być te lekcje: filmy? teksty? nagrania głosowe? zdjęcia?

To, czego ja uczę w tym kursie, najlepiej da się wytłumaczyć mówiąc o tym i pokazując na przykładach. Postanowiłam więc realizować nagrania głosowe z obrazem. Moi kursanci będą mnie słuchać, ale też widzieć na ekranie to, o czym mówię, aby móc jeszcze lepiej mnie zrozumieć. Nagrywam moje gadanie, dodatkowo w tym samym czasie nagrywając ekran mojego komputera, a konkretnie program do rysowania map myśli.

P.s. po przemyśleniach postanowiłam, że będę nagrywać w dwóch formach: głosowo wizualnej oraz tylko głosowej. Dzięki temu można będzie mój kurs odtworzyć przy wykonywaniu innej, dowolnej czynności: w drodze do pracy, podczas sprzątania, gotowania itepe, itede. 

Wcześniej przygotowałam sobie w Wordzie cały skrypt i narysowałam mapę. Gdy już wiedziałam, jak mają moje lekcje wyglądać, po prostu spisałam ich teksty. Dzięki temu mogę nagrywać czytając. Nie robię wielu błędów, które zdarzają się przy nagrywaniu z głowy. Nie mylę się aż tak bardzo, nie zacinam, nie gubię wątków. Sprawia to, że o wiele mniej czasu kradnie mi postprodukcja, wycinanie błędów, przerw itd.

No i nagrywam, siedzę i nagrywam jak szalona. Mam i tak niezłą obsuwę, bo pół października przechorowałam. Miałam zapalenie oskrzeli i uporczywy katar, więc jakiekolwiek nagrania brzmiały w moim wydaniu okropnie. W mojej opinii chory głos i zatkany nos dyskwalifikują niestety nagrywanie, bo po prostu brzmi się niefajnie. No chyba, że w chorobie dostajesz sexi chrypy 😉 

Jutro ciąg dalszy, będzie o tym jakich sprzętów używam do nagrywania i dlaczego celuję w prostotę.

Trzymaj za mnie kciuki!

Karolina 


Czytaj też: 

Jak nie bać się biznesu online? 5 kroków do rozpoczęcia twojej działalności.

Czy musisz zakładać firmę, aby móc legalnie sprzedawać swoje kursy online?

 

 

Tags:

2 comments

  1. […] Buduję mój kurs online. Część pierwsza 29.10.2018 […]

  2. […] Jeśli nie czytałaś od początku, możesz wrócić do części pierwszej! […]

Leave a Reply

Your email address will not be published.